Tyle czekałam na magiczne Święta no i się skończyły. Szybciutko minęły, bo w dobrym towarzystwie i miło spędzone. Siedzieliśmy z kuzynostwem w małym pokoju u babci i nam odbijało, oczywiście pozytywnie :) Wczoraj drugi dzień Świąt spędzony z Łukaszem na obiedzie z jego rodzinką, ciachu, a potem na oglądaniu u góry "Sylwester w Nowym Yorku", dość śmieszny film:) Mieliśmy iść na łyżwy z jego siostrą, ale w końcu lecimy dziś o ile Łukasz nie pójdzie na szkolenie :) Dziś z mamą chodziłam po sklepach, dzwoniłam do fryzjera, ale nie odbierał. Tyle zjadłam słodyczy, że nie mogłam się ruszać..Już więcej nie zjem..Muszę znaleźć coś ładnego, niezbyt eleganckiego na Sylwestra. Idziemy do kuzyna na domówkę, będziemy tam spać, więc przygotowania będą pełną parą, materace, ozdoby będą, muzyka, fajerwerków nie przewidujemy, ale do tego jakieś przekąski niezwykle zdrowe i picie owszem:) Aż mam takie miłe uczucie w brzuchu jak na coś czekam i się cieszę, aż wariuję. Samo czekanie jest zwykle najprzyjemniejsze, niż już otrzymanie czegoś na co się czekało :)
Ja przed chwilą z choineczką, moja wypatrzona bluza :>
To część moich prezentów: od babci, Łukasza i rodziców Łukasza :)
EDIT: Wróciliśmy z łyżew. Było dosyć ludzi, a potem pojechaliśmy pochodzić z sis Łukasza po Galerii Kasztanowej i kupiłam wreszcie coś na Sylwestra! Do tego 'przejechałam się ' takim o autkiem. Jupi laa:d









